Kiedy słuchamy utworów Sanah, takich jak Szampan czy Ale jazz!, trudno nie dać się porwać jej unikalnemu stylowi – połączeniu melancholii z kroplą słodyczy i szczypty ekscentryczności. Jednak za każdą gwiazdą stoi historia, a za Sanah – jak się okazuje – stoją również jej rodzice, których wpływ na jej muzyczną drogę jest nieoceniony. Kim są ci tajemniczy opiekunowie talentu? Czy mieli pianino w salonie czy może grali razem na trójkącie w kuchni? Sprawdźmy, co wiadomo o rodzinie jednej z najjaśniejszych gwiazd polskiej sceny muzycznej.
Dom, w którym nuty fruwały jak kurz
Sanah, a właściwie Zuzanna Grabowska, wychowała się w domu, w którym muzyka była nieodłącznym elementem codzienności. Nie, nie chodzi o typową sytuację, gdzie tata puszczał Modern Talking, a mama nuciła Mazowsze podczas gotowania. Mówimy tu o prawdziwie muzykalnej rodzinie. Uważa się, że jej mama była nauczycielką skrzypiec – co już samo w sobie jest wystarczającym powodem, by każde dziecko zamiast misia przytulało metronom.
Sanah już jako mała dziewczynka zaczęła interesować się dźwiękami i nie poprzestała na słuchaniu bajek z kasety. W wieku siedmiu lat rozpoczęła naukę gry na skrzypcach, a potem pianinie. Nie robiła tego pod przymusem – jak wielu z nas, którzy do dziś mają traumę po pierwszych lekcjach fletu w podstawówce – ale z autentycznej pasji, która była w rodzinie naturalnym elementem życia.
Rodzinny GPS wskazujący drogę do Akademii Muzycznej
Choć większość polskich rodziców traktuje zainteresowania artystyczne jako hobby, które przejdzie mu po maturze, to rodzice Sanah wykazali się wyjątkowym podejściem. Zamiast namawiać ją na prawo, medycynę lub karierę w księgowości, wspierali ją bezgranicznie w jej dążeniu do muzycznej perfekcji. W efekcie Zuzanna ukończyła Państwową Szkołę Muzyczną, a potem rozpoczęła studia na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie.
To właśnie dzięki ich cierpliwości (i prawdopodobnie niejednej kawie wypitej podczas nocnych prób) Sanah mogła rozwijać swój warsztat kompozytorski i wokalny. Mało kto wie, że zanim usłyszeliśmy ją w radiu, jej marzeniem było komponowanie muzyki filmowej. Kto wie – może to mama szeptnęła jej do ucha: Zuzia, rób swoje? A tata pokiwał głową z aprobatą, mrucząc Ale jazz!.
Miłość, dystans i… szczypta humoru
Sanah w wielu wywiadach podkreśla, że jej rodzina – a szczególnie mama – jest dla niej ogromnym wsparciem w niełatwym świecie show-biznesu. Rodzice nie tylko pomagają jej zejść na ziemię, kiedy popularność osiąga niebotyczne wyżyny, ale też potrafią śmiać się razem z nią z absurdów życia celebryty. A nawet, jeśli dzielą się krytyką, to zawsze jest ona podana z miłością (i ponoć świetnym ciastem do kompletu).
Co ciekawe, w erze Instagrama i TikToka, gdzie gwiazdy dzielą się każdym kęsem śniadania, rodzice Sanah zachowują dyskretną obecność. Nie lansują się w telewizji śniadaniowej, nie pozują z córką na ściankach. Wolą wspierać ją z cienia – przytulając, gdy trzeba, i podpowiadając, gdy nadchodzi kolejna muzyczna rozterka.
Czy to geny, czy ciężka praca?
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, skąd bierze się talent taki jak Sanah. Czy to geny – przekazane prosto od muzykalnej mamy i wspierającego taty? Czy może godziny spędzone na ćwiczeniach, łzy wylane nad partyturą i dźwięki, które nie chciały brzmieć tak, jak trzeba? A może jedno i drugie? W końcu nawet talent potrzebuje pracy, a praca – iskierki talentu i mnóstwa miłości.
W przypadku Sanah wszystko zagrało idealnie. Rodzina stworzyła jej bezpieczne środowisko do rozwoju, nauczyła dyscypliny (ale tej z uśmiechem) i nie pozwoliła jej zgubić pasji po drodze. I właśnie dlatego mamy dziś Sanah, która wypełnia sale koncertowe, trafia na szczyty list przebojów i pokazuje, że prawdziwa muzyka rodzi się tam, gdzie każda nuta niesie emocje.
Sanah nie byłaby sobą bez wsparcia bliskich – tych, którzy słuchali jej pierwszych utworów, zanim zrobiły karierę na Spotify’u. Dzięki nim możemy dziś delektować się dźwiękami tworzonymi z sercem i duszą. A więc gdy następnym razem puścisz „Melodię” na słuchawkach, pomyśl ciepło o jej rodzicach – bo to oni pierwsi dostrzegli w niej ten cudowny potencjał, który dziś czaruje całą Polskę.