Jeśli kiedykolwiek marzyłeś o jeździe na rolce górskiej przy prędkości światła — do tego bez karuzeli i cyrku — Ariel Atom może być spełnieniem Twoich motoryzacyjnych fantazji. Ten szalony wynalazek wygląda tak, jakby inżynierowie zapomnieli dokończyć projekt samochodu, a jednak stworzyli coś, co potrafi zawstydzić niejedno superauto wyciągnięte prosto z toru wyścigowego. Bez dachu, bez szyb, bez drzwi – tylko Ty, silnik i wiatr próbujący wyrwać Ci twarz z czaszki.
Ariel Atom – co to za bestia?
Ariel Atom to samochód, który bardziej przypomina bolid Formuły 1 niż standardowego hatchbacka z pobliskiego salonu. Produkowany przez brytyjską firmę Ariel Motor Company, Atom to ultralekki roadster skonstruowany z myślą o maksymalnych osiągach i minimum zbędnych dodatków – takich jak, cóż, komfort czy izolacja akustyczna. Rama z rur stalowych, brak osłon bocznych i silnik umieszczony tuż za Twoją głową – to wszystko daje jedno: jazdę, którą poczujesz całym ciałem (i kręgosłupem).
Pod maską (a raczej za plecami)
W najnowszej wersji Ariel Atom 4 bije serce w postaci 2.0-litrowej jednostki VTEC od Hondy – dokładnie tej samej, którą można znaleźć w Civic Type R. Generuje ona 320 KM, a biorąc pod uwagę, że całe auto waży mniej niż Twój sąsiad po świętach – nieco ponad 500 kg – efekt jest taki, że od 0 do 100 km/h Atom rozpędza się w niespełna 3 sekundy. To poziom przyspieszenia, który można porównać do… katapulty startowej w lotniskowcu. Serio.
Wrażenia z jazdy – nie dla ludzi o słabych nerwach
Prowadzenie Ariel Atom to coś zupełnie innego niż jazda samochodem. To jak lot myśliwcem bez kabiny pilotów. Reakcje są natychmiastowe, kierownica sztywna i precyzyjna, a każda dziura w nawierzchni przypomina Ci, że zawieszenie w Atomie służy jednej rzeczy – trzymaniu się toru, nie wygładzaniu drogi. Hałas silnika otacza Cię niczym bojowy okrzyk wikinga, a wiatr robi lepszy lifting niż 10 zabiegów w ekskluzywnym spa.
A co z ceną? Lżejszy od auta może być tylko portfel
Ariel Atom, mimo swojej pozornej prostoty budowy, nie należy do tanich zabawek. Za podstawową wersję modelu Atom 4 w Wielkiej Brytanii trzeba zapłacić około 40 000 funtów, co w przeliczeniu na złotówki daje mniej więcej 220 000 – 250 000 PLN (plus opłaty, transport itd.). Jeśli jednak zdecydujesz się na customowe dodatki – jak choćby wyścigowe hamulce, unoszoną kolumnę kierownicy czy karbonowe panele – suma robi się jeszcze ciekawsza. Ale czy można wycenić czystą, nieskrępowaną frajdę z jazdy?
Atom a prawa jazdy i codzienność
Zastanawiasz się pewnie, czy można tym jeździć na co dzień. Odpowiedź brzmi: można, ale czy powinieneś? Brak bagażnika, daszka nad głową i działającego radia sprawia, że Ariel Atom nie jest królem korków i centrów miast. Ale jeśli chcesz dojeżdżać do pracy z uśmiechem, który nie schodzi z twarzy (choćby przez działanie sił odśrodkowych), to czemu nie? Prawo jazdy kategorii B wystarczy, więc po zdaniu egzaminu możesz rzucać się w wir motoryzacyjnych przygód – pod warunkiem, że Twój lekarz nie zalecił Ci unikania mocnych wrażeń.
Choć Ariel Atom wygląda jak prototyp z przyszłości lub jak coś zbudowanego przez pomysłowego hydraulika w garażu, to maszyna, która spełnia obietnice. Nie oferuje komfortu, nie rozpieszcza technologicznymi bajerami, ale daje to, co najważniejsze – doznania i czystą adrenalinę. Jeśli szukasz auta, które wyrwie Cię z fotela równie skutecznie jak espresso o szóstej rano i nie boisz się odrobiny szaleństwa, Atom z pewnością wpisze się na Twoją listę marzeń.
Przeczytaj więcej na: https://planetafaceta.pl/czy-silnik-ariel-atom-moze-byc-ciezszy-od-samego-auta/.