Marzysz o bujnych lokach rodem z hollywoodzkiego czerwonego dywanu albo romantycznych falach jak po porannej kąpieli w oceanie? Dobrze trafiłaś! Nie musisz umawiać się codziennie do fryzjera ani inwestować w najnowsze termoloki, żeby osiągnąć taki efekt. Cała magia tkwi w… papilotach! Tak, dobrze pamiętasz – te spiralne cuda z materiału albo pianki wracają do gry i mają się całkiem nieźle. No to hop – wskakujemy w świat zakręconych włosów i jeszcze bardziej zakręconych porad!
Dlaczego warto polubić papiloty?
Na rynku mamy lokówki, prostownice z funkcją kręcenia, wałki termiczne i inne cuda techniki. Więc czemu właściwie wracać do papilotów, które nosiły nasze babcie? Powód jest prosty – prostota! Papiloty to najmniej inwazyjny sposób na kręcone włosy – zero ciepła, zero katowania końcówek, zero tajemnych zaklęć fryzjerskich. W dodatku są mięciutkie, więc można w nich spać bez ryzyka przebudzenia w nastroju „jak grzmotnięta z łopaty”. No i efekt – loki mogą być delikatne, luźne albo sprężyste jak sprężynki – wszystko zależy od twojej techniki i… cierpliwości.
Rodzaje papilotów – które wybrać?
Tak naprawdę papilot papilotowi nierówny. Na rynku znajdziesz kilka rodzajów:
- Tradycyjne materiałowe – wyglądają jak mini kiełbaski w bawełnianym ubranku. Są łagodne dla włosów, nie wyrywają ich i idealnie sprawdzą się do spania.
- Piankowe z drucikiem w środku – wyginają się na wszystkie strony, dzięki czemu są bardzo wygodne w użyciu i trzymają się włosów jak przyklejone (tylko bez kleju, spokojnie!).
- Papiloty z silikonu – trochę bardziej nowoczesna wersja, idealna dla opornych włosów. Zakręcasz, zamykasz… i możesz iść kręcić los, a nie włosy.
Wybór zależy głównie od długości włosów, grubości i od tego, jak chcesz wyglądać rano – jak gwiazda czy jak potargany puszek. Oba efekty mają swój urok!
Jak przygotować włosy, zanim wkroczą papiloty?
Zanim złapiesz pierwszego papilota, zatrzymaj się na chwilę i przygotuj pole bitwy. Włosy powinny być czyste (ale nie tuż po myciu – lekko wilgotne to ideał). Użyj odrobiny pianki stylizującej lub sprayu z solą morską – wtedy fryzura utrzyma się dłużej i nie wywinie się do tyłu jak u barona Munchausena. Rozczesz dokładnie (żadnych supłów! Papiloty to nie rebus), a jeśli masz gęste włosy – podziel je na sekcje. I nie, nie musisz mieć GPS – wystarczy grzebień i klipsy do włosów.
Technika zakręcania – czyli jak nie wyglądać jak baranek
Kręcenie włosów na papiloty wcale nie jest trudne, ale kluczem jest… umiar. Złap pasemko o szerokości około 2-3 cm, nawiń je na papilota od końcówki do nasady i zabezpiecz, skręcając końce papilota wokół siebie. Kręć zawsze w kierunku od twarzy, jeśli chcesz uzyskać lekko hollywoodzki efekt. Jeśli marzysz o szalonym retro looku à la lata 80., możesz kręcić jak ci się żywnie podoba. Pozostaw na kilka godzin (kochamy sen z papilotami!) albo podsusz suszarką, jeśli jesteś niecierpliwa jak ekspresowa kawa.
Co po zdjęciu papilotów? Czas na wielkie BOOM!
Najważniejsze: nie szarp! Zdjęcie papilotów to rytuał – robimy to delikatnie i z miłością. Po zdjęciu możesz wyglądać jak owieczka, ale to dobrze! Użyj palców (nie szczotki!), aby rozdzielić loki. Jeśli chcesz fali, rozczesz je dłonią z odrobiną serum wygładzającego. Na koniec utrwal całość lakierem. I voilà – gotowa na podbój świata lub przynajmniej najbliższego supermarketu jak gwiazda filmowa w kapciach.
Wszystko sprowadza się do jednego prostego faktu – papiloty to tania, bezpieczna i skuteczna droga do pięknych loków i romantycznych fal. Niezależnie od tego, czy chcesz wyglądać jak sirena z reklamy szamponu, czy jak dziewczyna z Francji z nonszalanckimi obłokami włosów, papiloty z pewnością ci pomogą. A skoro teraz wiesz już, jak z nich korzystać… na co czekasz? Zakręć świat (i siebie) na nowo!